O autorce...

... czyli po co mi ten blog?

 



Zawodowo... Zawodowo jestem filologiem i językoznawcą z siedemnastoletnim stażem pedagogicznym. Nie bez satysfakcji odnotowuję, że moje doświadczenie i zaangażowanie zostało nawet kilkakrotnie zauważone na tak zwanej "górze". Zajmuję się także redakcją i korektą tekstów, a wkrótce Zysk i S-ka Wydawnictwo opublikuje moją napisaną przed pięciu laty powieść pt. "Sezon zamkniętych serc".

 

Ponadto od dziesięciu lat działam w Fundacji ABC XXI "Cała Polska czyta dzieciom", gdzie skupiam się na tworzeniu, organizacji i realizacji projektów edukacyjnych, w których uczestniczyło już w sumie kilka tysięcy dzieci, ich rodziców i nauczycieli. 

Ostatnio udało mi się zostać certyfikowanym moderatorem pedagogicznych kursów dla rodziców i nauczycieli na Internetowym Uniwersytecie Mądrego Wychowania im. Stefanii Światłowskiej.

Oprócz tego, jako instruktor dziecięcych teatrów amatorskich, od dekady z satysfakcją, pasją i nie bez sukcesów:) prowadzę teatr, w którym młodzi aktorzy rozwijają swoje talenty i kształtują  różne umiejętności życiowe - niektóre nawet zalecane do ćwiczenia przez Światową Organizację Zdrowia dla Szkół Promujących Zdrowie:).

A prywatnie... Prywatnie właśnie urodziłam trzecie dziecko i to tuż przed czterdziestką, co poczytuję sobie za nie lada wyczyn. Choć wiem, że do rekordzistek w tej dziedzinie się nie zaliczam:) 

Po dziesięciu latach ponownie zajmuję się niemowlakiem i stwarza mi to mnóstwo okazji do weryfikacji przydatności porad, produktów i metod opanowanych przed dekadą. 

Dostrzegam wiele zmian. Na lepsze. Bo tak naprawdę uczę się tego wszystkiego od nowa. Marki i producenci niby ci sami, ale jednak inni. Bo inne są ich produkty. Czasopisma poradnikowe niby te same, ale porady jakby trochę inne. W tonie i w treści. 

Z satysfakcją odnotowuję, że wyszło na moje. 

To co kiedyś było ciut dziwną nowinką, dziś należy do macierzyńskiego abecadła. Na przykład teraz mój pediatra od razu wiedział, że mogę karmić wyłącznie piersią do końca szóstego miesiąca, a dziesięć i trzynaście lat temu (fakt, że wtedy to była inna miejscowość i inny pediatra) musiałam to ukrywać i udawać, że od urodzenia dopajam herbatką, a od czwartego miesiąca podaję zupki. Gdzieś tam niby pisało się wtedy, że do pół roku dziecku wystarczy pokarm naturalny, ale spróbowalibyście przekonać o tym lekarza! Nie chciało mi się kłócić, no i nie wypadało podważać autorytetu. Mogłoby się to zemścić przy chorobie dziecka, gdy przyszłoby mi wysłuchiwać, że chore, bo źle karmione. Ale nie chorowało. Może właśnie dzięki temu, że dobrze karmione:)?

Choć alergii pokarmowej nie udało nam się ustrzec. Ale dziś jesteśmy już na etapie, kiedy opanowaliśmy podstawy, a przeszliśmy naprawdę długą drogę od pierwszych skórnych objawów u trzymiesięcznego dziecka do właściwej diagnozy (alergia na gluten - nie celiakia) w wieku ośmiu lat. Teraz wiedza o tego typu alergii jest już dość powszechna, jednak wtedy żaden lekarz nie brał pod uwagę uczulenia na gluten, ponieważ wiązano go tylko z celiakią. No i moje dziecko nie pasowało do typowego obrazka, bo było "duże i bystre", a nie "małe i ...", chodzi o to, że nie miało problemów z rozwojem intelektualnym, jakie podobno (!) mają dzieci z celiakią. Wiem, że to nie jest prawda - znam dorosłe osoby chore na celiakię i każdemu życzę takiego intelektu. Czyżby kolejny upraszczający rzeczywistość mit? Ale tak nam wtedy mówiło wielu lekarzy, a odwiedziliśmy ich sporą liczbę w kilku miastach.

Obecnie sytuacja jest już na dobre opanowana, a nawet wydaje się, że wychodzimy na swoje, czyli powoli widzimy objawy odczulenia. Pierwsze, bo pierwsze, ale jesteśmy dobrej myśli. Gdzieś mi się kiedyś kilka razy obiło "o oczy" w prasie i w Internecie, że można przestać reagować alergicznie na uczulające wcześniej produkty, jeśli się je stopniowo i umiejętnie po okresie "abstynencji" wprowadzało. Pewnie nie bez znaczenia będzie tu także wiek pokwitania, który w kwestii różnorakich alergii potrafi ponoć zdziałać cuda. Oby, oby. Zostaję przy nadziei.

W każdym razie, przy okazji cała rodzina zaczęła zdrowiej jeść, gdyż pragnąc maksymalnie uprościć zakupy, znaleźliśmy sobie produkty, które nie zawierają w swym składzie niepożądanych wypełniaczy-oszukiwaczy, czyli na przykład skrobi pszennej, soi w wędlinach, pasztetach. Przerzuciliśmy się też wszyscy na lepsze pieczywo, bo znaleźliśmy takie, szukając zaufanej piekarni, która zagwarantuje nam, że chleb czysto żytni na pewno taki będzie, bez żadnych domieszek. Bo na szczęście gluten żytni jest dla nas okey. 
Początkowo, tzn. kilka lat temu, próbowaliśmy kupować w sklepach ekologicznych. Szybko się okazało, że to dla nas za drogo. Nie możemy sobie po prostu na to pozwolić. Musimy szukać produktów niekoniecznie ekologicznych, a po prostu takich, które nie zawierają określonych składników. I znaleźliśmy takie miejsca. I wciąż odkrywamy nowe, gdzie można kupić bardzo dobre jedzenie w bardzo dobrej cenie - w porównaniu do innych miejsc, gdzie nie kupujemy.
Muszę się pochwalić, że nabraliśmy już niezłej wprawy w czytaniu mikroskopijnych liter na etykietach.

Chętnie więc skonsultuję się w sprawach kuchni bez glutenu oraz innych alergenów (na bazie własnych doświadczeń). Mam na myśli sposoby na udane pieczenie i gotowanie z zamienników - nie ustawianie diety. I chętnie skorzystam z porad moich Czytelników.
Indywidualnie i w miarę możliwości poradzę też w sprawach techniki naturalnego karmienia niemowląt, a także wesprę w problemach laktacyjnych (nie bez problemów, choć przez pożądany czas karmiłam troje własnych dzieci i zweryfikowałam wiele "książkowych" zaleceń). Sama także z radością skorzystam ze wsparcia Mam, które mają sukcesy na tym polu. W końcu przede mną jeszcze przynajmniej rok karmienia.

No tak, tak to się musiało skończyć. Dłuższa chwila wolnego czasu i już. Trzy miesiące pisania bloga zupełnie wystarczą, aby się od tego uzależnić. Sprawdzone. Co mi tam! Kto zechce, przeczyta, kto nie, to nie. W końcu teraz ma być nie tylko "slow", ale także - a może przede wszystkim - "nice", więc skoro sprawiło mi to przyjemność, opublikuję. I już przestaję się tłumaczyć. 

Po prostu miłej lektury!

 


6 komentarzy:

  1. Z tym okresem dojrzewania to prawda. Sprawdziło się na przykładzie i moim i Mojego Dziecka. Niestety, potem problemy wracają. U mnie w każdym razie stało się to po trzydziestce, a Moje Dziecko jeszcze za młode, więc na razie ma względny spokój z drobnymi wyjątkami. Najlepszy wyjątek, który mnie nadzwyczaj u niej ucieszył to fakt alergii na alkohol :))))). I tak trzymać!
    Jestem pod wrażeniem osiągnięć, gratuluję i życzę, żeby dalej tak szło. Pozdrawiam serdecznie - Joanna

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli można to zostanę na dłużej. Slow i Nice jakże miłe. I dzieci też oczywiści :) Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że można:), będzie mi baaardzo miło Cię gościć. No i czuję coraz większą chęć starania się o jak najlepsze wpisy:).

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.